Czytaj dalej

Mannochmore. We wnętrzu swej siostry Glenlossie.

W obecnym świecie niemal każdą informację mamy podaną wręcz na tacy. Częstokroć wystarczy jedno kliknięcie. W przypadku miłośników świata whisky tych kliknięć każdego dnia jest dużo. Bardzo, naprawdę bardzo dużo. Ale czy zastanawialiście się kiedyś jakich zagadnień dotyczą te „kliknięcia”? Których (najczęściej) gorzelni? I dlaczego wśród nich nie ma Mannochmore?

Ukryta za fasadą innej

Historia Mannochmore zaczyna się całkiem niedawno, bo w 1971 roku. Decyzję o jej budowie podjął istniejący od II połowy XIX wieku koncern DCL (Distillers Company Limited, obecne Diageo), a właściwie przez spółkę zależną John Haig & Co., które w ten sposób starały się odpowiedzieć na boom związany z zainteresowaniem whisky w latach 60-tych i 70-tych XX wieku.
 
Gorzelnia stanęła w bardzo nietypowym miejscu – w Thornshill, w pobliżu miasta Elgin w Speyside. Spytacie cóż nietypowego w tymże adresie? Otóż śpieszę wyjaśnić – jest to dokładny adres innej gorzelni – istniejącej od 1876 roku Glenlossie. Mannochmore stanęła wewnątrz terenu należącego do Glenlossie, toteż trudno ją nawet wypatrzyć z zewnątrz!

W tym czasie powstało jakieś dwadzieścia nowych zakładów, które posiadały kilka wspólnych cech. Były to przede wszystkim zakłady produkujące whisky słodową bez udziału torfu. Poza tym gros produkcji miał trafiać do whisky mieszanych, toteż nikt nie zastanawiał się głębiej nad ich wyglądem zewnętrznym. Do dziś są to tzw. konie pociągowe zazwyczaj dużych koncernów, z dużymi mocami produkcyjnymi, bez własnych visitors centre i bez wymyślnej architektury budynków. Najkrócej rzecz ujmując – efektywność, nie efektowność.

Abstrahując od tej ciekawostki – wróćmy jeszcze na chwilę do ogólnego trendu, jakim był wysyp nowych destylarni we wspomnianych wyżej latach (60-70-te).

Wzloty i upadki, upadki i wzloty

Jak to w życiu często bywa, oczekiwania rynku whisky nie do końca miały urzeczywistnienie w oczekiwaniach jej producentów. Lata 80-te XX wieku przyniosły korektę jeśli chodzi o popyt na whisky, a zakłady takie jak Mannochmore musiały przełknął pierwszą gorzką pigułkę. Po 14 latach od otwarcia, w roku 1985 Mannochmore została zamknięta.

Czas posuchy trwał cztery długie lata, na szczęście Mannochmore przetrwała kryzys, nie zniknęła z mapy szkockich gorzelni i ponownie otworzyła swe podwoje w 1989 roku. W międzyczasie, w 1986 roku, przeniesiono aktywa zakładu z DCL do spółki holdingowej United Distillers, którą założył koncern Guinness PLC, który z kolei w tymże roku zakupił pogrążone w kryzysie DCL.
 
United Distillers było właścicielem Mannochmore do 1997 roku, kiedy to Guinness PLC połączył się z Grand Metropolitan Ltd. tworząc tym samym Diageo, które do dziś jest właścicielem Mannochmore.

Od anonimowości do wielkiej kontrowersji.
Loch Dhu

Od momentu swego powstania, zarówno dosłownie, jak i w przenośni, Mannochmore pozostawała nie tylko w cieniu Glenlossie, ale i w cieniu wielu innych, dużo bardziej znanych gorzelni. Zresztą nie jest to nic wielce dziwnego – wszak wszystkie destylaty tu wytwarzane trafiały do mieszanych whisky, przede wszystkim do Haig i Dimple. 

Pierwszy, i to półoficjalny, bottling w wersji single malt pojawił się w roku 1992 – w serii „Flora & Fauna” w świecie whisky zaistniała 12-letnia wersja Mannochmore o mocy alkoholu 43% ABV. I, poza późniejszymi, bardzo nielicznymi wyjątkami, był to jedyny w zasadzie bottling, który zagościł na dłużej na rynku. No może poza… 

No właśnie. 

W 1996 roku narodziła się bardzo kontrowersyjna wersja Mannochmore. Nosiła ona nazwę Loch Dhu (z gaelickiego „Czarne Jezioro”). Była to 10-letnia whisky leżakowana w podwójnie opalanych beczkach i z ogromną ilością barwnika, przez co jej kolor uzasadniał nazwę – była po prostu czarna. Choć dziś ma ona status niemalże kultowy i swoich wiernych fanów, była to whisky pośledniej jakości i budziła tak skrajne opinie, że szybko zniknęła z rynku.

Od końca lat
80-tych do dziś

Kryzys na rynku whisky w latach 80-tych spowodował masowe plajty wielu zakładów. Mannochmore, jak wspomniałem wyżej, zamknięta była w latach 1985-1989. Potem wznowiono produkcję, choć nie obyło się bez problemów (wstrzymano ją ponownie na krótko w latach 1995-1997). 

Od roku 1989 aż do około 2007 roku Mannochmore dzieliła pracowników z Glenlossie (było ich dokładnie ośmioro). W ten sposób obie gorzelnie pracowały po pół roku. Potem w Mannochmore zatrudniono już własną ekipę i od tej pory, aż do dziś, zakład pracuje cały okrągły rok.

Już w 2008 roku kierownikiem gorzelni zostanie jedna z nielicznych kobiet na tym stanowisku w Szkocji, niejaka Polly Macdonald, mająca za sobą czteroletnie doświadczenie wyniesione z gorzelni Tomatin.

W 2013 roku dokonano ostatniej zmiany – zwiększono liczbę alembików do ośmiu, wymieniono kadź zacierną na nową, większą oraz zainstalowano urządzenie do obróbki biomasy. Dzięki temu ostatniemu urządzeniu, tak samo jak w Glenlossie, w Mannochmore przetwarza się produkty uboczne (tzw. ciemny słód) na paszę dla bydła.

Informacje praktyczne plus…snucie fantazji

Destylarnia Mannochmore, jak już było w tym artykule wspomniane, leży na terenie innej gorzelni, Glenlossie, wśród sielankowych krajobrazów Morayshire, blisko wioski Birnie i miasta Elgin, w Thornshill, w samym sercu regionu Speyside. 

Mannochmore swą nazwę zawdzięcza pobliskim wzgórzom Mannoch Hill, rozciągającym się szerokim pasmem w dolinie Glenlivet. Źródło wody oczywiście dzieli z Glenlossie – jest to Bardon Burn, jeden z dopływów rzeki Spey. Od 2013 roku działa tu cztery pary alembików o łącznej rocznej mocy produkcyjnej 4,5 miliona litrów destylatu. Słody zakupywane są w Elgin od Castle Head Maltings. Wytwarza się tu whisky pozbawioną torfu, lekką, świeżą, o kwiatowo-owocowym charakterze. 

Fermentacja jest długa i trwa co najmniej 65 godzin. Moc świeżego destylatu przed maturacją ustala się na 65-66% ABV. Jako że Mannochmore posiada ogromne magazyny, gdzie może przechowywać nawet 200 tysięcy beczek jednocześnie, Diageo często korzysta z ich pojemności i leżakuje tu także whisky z innych gorzelni wchodzących w skład jego portfolio.

W wersji single malt Mannochmore pojawia się niezwykle rzadko, gdyż poza wersją 12-letnią z serii „Flora & Fauna” stworzono jeszcze zabutelkowaną w 1997 roku limitowaną wersję 22-letnią z naturalną mocą beczki 60,1% ABV (seria Rare Malts Selection) oraz pojedyncze, również limitowane wydania w serii Diageo Special Releases (18-letnia Vintage 1990/2009 z naturalną mocą beczki 54,9% ABV - jedynie 3210 butelek i 25-letnia Vintage 1990/2016 z naturalną mocą beczki 53,4% ABV – tylko 3954 butelek). 

Gros produkcji przeznaczane jest do kompozycji mieszanych whisky z dossier Diageo, w tym głównie do wszystkich wersji Johnnie Walker.

– wersja 18-letnia z naturalną mocą beczki 66% ABV limitowana do 1800 butelek (butelkowana 12 października 1997 roku przez United Distillers jako The Manager’s Dram)

- oraz 10-letnia z naturalną mocą beczki 59,1% ABV (06.07.1998/23.02.2009, leżakowana w beczkach z dębu europejskiego po sherry, w wersji single cask, limitowana do zaledwie 588 butelek, sygnowana jako The Managers’ Choice). 

Zdarzyły się poza tym jeszcze dwa rzadkie bottlingi

I to tyle. Naprawdę. Niewiele tego, prawda? 

Na szczęście niezależni bottlerzy ostatnimi czasy „przeprosili się” z Mannochmore i już nie jest tak trudno odnaleźć whisky z tejże gorzelni na rynku, także polskim. Nie miejmy złudzeń, że Diageo z konia pociągowego dla blendów przekształci Mannochmore w dobrze prosperujący zakład z rozbudowanym własnym portfolio, no ale…

Być może, tak jak w przypadku na przykład Tormore, jakieś, choćby jedno, oficjalne wydanie się znajdzie. Nieszczególnie limitowane i nie za miliony monet. Dywagacje i rojenia powiecie. Cóż, na tę chwilę to zapewne. Jednakowoż wydaje się, że kwestią czasu jest, by gorzelnie takie jak Mannochmore ciut bardziej otworzyły się na whisky-maniaków. Wszakże, choć wszelakich marek i cudów noszących miano whisky na świecie jest ogrom, nie znaczy to, że nie znajdą się tacy, którzy wciąż i wciąż poszukują, którzy pragną czegoś nowego, czegoś, co niby jest, a nie ma. A że rynek chłonny, to być przecież powinno, czyż nie?

Zaglądaj na kukunawa.pl

Po więcej historii i dobrej whisky