Czytaj dalej
W Szkocji jest wiele destylarni, które, choć istnieją ponad 100 lat, stosunkowo niewiele o nich wiadomo. To tzw. konie pociągowe, gorzelnie, które produkują destylaty przede wszystkim do blended whisky. Jedną z nich jest Glenlossie, która od kilkudziesięciu już lat niemalże współdzieli swą historię z innym zakładem – Mannochmore.
John Duff był nietuzinkową postacią w świecie nie tylko whisky, ale w ogóle biznesu. Zanim, wraz z kilkoma partnerami, zbudował Glenlossie, pracował jako oberżysta w Lhanbryde oraz manager w gorzelni Glendronach. Glenlossie założył w 1876 roku, ale nie zamierzał się zatrzymywać. W 1888 roku wyemigrował do RPA, gdzie w Transwalu pragnął zbudować destylarnię.
Na początek – John Duff
Plan się nie powiódł, podobnie jak późniejszy plan branżowego „podboju” USA (niechęć obu krajów do wszystkiego, co brytyjskie). Po powrocie do Szkocji w 1892 roku pracował w zakładzie Bon Accord (późniejszy North of Scotland), zbudował gorzelnie Longmorn (1894) i Benriach (Longmorn 2, 1897). W wyniku krachu na rynku w końcowych latach XIX wieku – niestety zbankrutował.
Destylarnia Glenlossie znajduje się w regionie Speyside, w północno-wschodniej Szkocji. Ściślej – umiejscowiona jest niedaleko miasta Elgin w hrabstwie Morayshire, nieopodal rzeki Lossie i zatoki Moray Firth na Morzu Północnym. Najbliżej stąd do gorzelni: Mannochmore (o czym niebawem), Glen Moray, Miltonduff, Longmorn, czy BenRiach.
Położenie
Tym razem, co dość rzadkie, nazwa Glenlossie jest dość łatwa do przetłumaczenia. Oznacza „Dolinę (rzeki) Lossie”, co oczywiście wiążę się ściśle z położeniem destylarni nieopodal tej właśnie rzeki.
Znaczenie nazwy
Glenlossie rozpoczęła pisanie swej historii w 1876 roku. Zakład powstał z inicjatywy wspomnianego wcześniej Johna Duffa (i jego John Duff & Co.) oraz jego wspólników – Alexandra Grigora Allana/Allena (prokurator w Morayshire), HMS Mackaya (geodeta z Elgin) i Johna Hopkinsa (Bender z Londynu, ówczesny właściciel Tobermory).
Początki
W 1888 roku ze spółki odszedł ten ostatni, Duff zaś w ostatniej dekadzie XIX wieku coraz bardziej angażował się w inne projekty. W 1895 roku zarejestrowano spółkę zarządzającą destylarnią – Glenlossie-Glenlivet Distillery Co., rok później zaś Duff przekazał stery w zakładzie Henry’emu MacKay’owi.
Glenlossie od samego początku w zasadzie miała z górki. Korzystała z wielu ułatwiających życie udogodnień. Bliskość dobrego źródła wody (Bardon Burn), czy linii kolejowej (własna bocznica między Elgin a Perth), a nawet możliwość korzystania z konnego wozu strażackiego – wszystko to miało wpływ na początkowe sukcesy Glenlossie. Poza tym boom na whisky w końcówce XIX wieku oraz jakość i uniwersalność produkowanych tu destylatów sprawiły, że Glenlossie suchą stopą przeszła przez późniejszy kryzys w branży i czasy I Wojny Światowej.
Od początku z górki
Glenlossie powstała jako gorzelnia niezależna, prywatna i taki status miała do roku 1919. Wtedy to została sprzedana DCL (Distillers Company Limited, obecne Diageo). Pakiet kontrolny w zakładzie przejęła spółka zależna DCL – SMD (Scottish Malt Distillers), która w 1930 roku całkowicie przejęła pieczę nad destylarnią. Rok wcześniej, w 1929 roku, w Glenlossie wybuchł poważny pożar, który wymusił na nowych właścicielach renowację i usprawnienia.
DCL i pożar
Od 1930 roku do lat 50-tych XX wieku o Glenlossie niewiele wiadomo. Lata 50-te i 60-te to kolejne usprawnienia – doprowadzenie elektryczności oraz budowa nowych magazynów. W 1962 roku dodano 2 nowe alembiki (do 4 istniejących), unowocześniono również ich działanie (instalacja ogrzewania parowego). W latach 1968-1971 stworzono na terenie gorzelni zakład ciemnych ziaren.
Glenlossie w II połowie XX wieku
Od 1971 roku Glenlossie „łączy” swe siły i część historii z gorzelnią Mannochmore. Ten ultranowoczesny zakład został wybudowany właśnie na terenie kompleksu należącego do Glenlossie. Aż do 2007 roku oba zakłady dzieliły między sobą pracowników, którzy pracowali na zmianę po 6 miesięcy w jednym i drugim zakładzie. Do dziś obie destylarnie dzielą magazyny.
Mannochmore
Ostatnie dziesięciolecia to znów – niewiele konkretnych informacji na temat Glenlossie. Wiadomo, że przetrwała w dobrej kondycji kolejny kryzys w branży (lata 80-te XX wieku), a w 1990 roku debiutował pierwszy oficjalny bottling słodowej whisky (wersja 10-letnia z serii Flora & Fauna). W XXI wieku zwiększano lub zmniejszano nieco produkcję, istniały również plany dotyczące budowy bio-elektrowni na terenie gorzelni.
Ostatnie lata w Glenlossie
Podług oficjalnych źródeł Glenlossie wytwarza 2,8 miliona litrów destylatu rocznie. Używa się tu słodu kupowanego od zewnętrznych podmiotów (Burghead Maltings), który to słód jest bardzo delikatnie torfowy. Woda pochodzi z pobliskiego źródła Bardon Burn.
Produkcja
Glenlossie posiada jedną ogromną, ponad 8-tonową kadź zacierną ze stali nierdzewnej, 8 drewnianych kadzi fermentacyjnych (długa fermentacja – 75 godzin) oraz 6 alembików ze specjalnymi „skraplaczami” (umożliwiają re-destylację, a tym samym tworzenie łagodniejszej whisky). Destylaty starzone są w beczkach po bourbonie i sherry w 14 magazynach mogących pomieścić około 250 tysięcy beczek jednocześnie.
Whisky z Glenlossie odznacza się miękkością, gładkością, lekką oelistością i delikatną słodyczą. Możemy tu znaleźć charakterystyczne akcenty trawiaste, siano oraz nuty polnych kwiatów. Poza tym wyczuwalne są tu elementy słodowe oraz odrobina subtelnego dymu. Jest to whisky z dobrą strukturą, która znakomicie sprawdza się w blendach, jako niezbędna ich składowa.
Charakter whisky Glenlossie
Niestety, po dziś dzień nie istnieje portfolio oficjalnych bottlingów z Glenlossie. Poza dostępną jeszcze, a wypuszczoną na rynek w 1990 roku 10-letnią wersją z serii Flora & Fauna mieliśmy w historii tejże gorzelni zaledwie kilka limitowanych wypustów. Dość rzadko również Glenlossie występuję w niezależnym bottlingu.
Portfolio
Glenlossie nie zaznała większego strachu w całej swej długiej, niemal 150-letniej historii. Nie było tu przestojów, a jeden i ten sam właściciel od ponad 100 lat zapewnia destylarni potrzebny spokój i równowagę. Obecna koniunktura na rynku pozwala, by móc stworzyć choć namiastkę portfolio Glenlossie, konia pociągowego do blendów (m. in. Haig).
Przyszłość
Miejmy nadzieję, że tak się stanie – Glenlossie robi typową i nietypową whisky jednocześnie, whisky ciekawą, która aż prosi się, by ją bardziej rozpropagować. Cóż, czas pokaże jak to będzie, bądźmy jednak dobrej myśli…