Czytaj dalej

DEGUSTACJA
#8

Degustacja#8 – Old Mull Speyside Single
Malt NAS 40% ABV

Wstęp

Skuszony niezwykle atrakcyjną ceną nabyłem całą butelkę whisky, o której dziś co nieco. Z portfela ubyło mniej niż 100 złotych, a w tej cenie otrzymujałem single malta. Oczywiście, bez oznaczenia wieku, było do przewidzenia. Oczywiście, kastrowanego do maksymalnie niskiego poziomu (40% ABV). Ale ale… Zaraz… Tak, nie filtrowanego na zimno! Czyli co? Można? Można. Jak się chce, to się da. Zresztą już Penderyn pokazał, że przy minimalnie wyższym woltażu (41% ABV) da się whisky nie filtrować. I ja to szanuję.

Wróćmy jednak do Old Mull Speyside Single Malt Whisky. To oczywiście nowość na rynku, taki bastard malcik, który w sumie mógłby być jednym z wielu i zginąć w gąszczu jemu podobnych. Ale sobie pomyślałem – poczytam nieco, a może?... 

No i w sumie coś tam można wyczytać. A w zasadzie da się łatwo cośkolwiek znaleźć o samej marce Old Mull. Podobno powstała na wyspie słynącej z Tobermory i Ledaiga. Podobno to było jeszcze w XIX wieku. Tyle, że przez dziesięciolecia oferowana była jako…blend. Początkowo znaleźć w niej można było wspomnianą wyżej Tobermory oraz Speyburn. Później – najprawdopodobniej – Oban i Glen Elgin. Obecnie markę na własność posiada ponoć Whyte & Mackay (nic na ten temat na ich stronie nie ma), choć dopiero co zarządzało nią samo Diageo. Skoro jednak Whyte & Mackay to cóż może być w środku? Jedyną gorzelnią ze Speyside w portfolio tejże firmy jest Tamnavulin. Czyżby to on? Być może. Najprawdopodobniej. Ale że gorzelni w Speyside mało nie jest spekulował nie będę. Aż tak silny się nie czuję. Zresztą, nie o to mi tu idzie. O przyjemność mi idzie. Przyjemność może adekwatną do budżetu, za śmieszny pieniądz może, ale śmieszny to pieniądz – jak dla kogo. Toteż, jak mawia pewien klasyk (nie pamiętam który), „także ten, także tego”…

Pierwsze zanurzenie się w aromat – orzeźwiający, chłodny, świeży. Sporo kwaśnych nut limonki, cytryn, do tego słodkie tony – wanilia, biała czekolada, toffi, gruszka, pomarańcza, miód, mleczna czekolada, banan, landrynki. Zresztą owoców tutaj znalazłem więcej – brzoskwinie, morele, ananas, pigwa, czerwona porzeczka.
Z przypraw czuć nieco cynamonu i pikantnego imbiru. 

NOS:

Degustacja

Potem znów wanilia – w postaci lodów waniliowych, dalej białe słodkie kwiaty, szczypta soli, budyniowe babeczki, no i jeszcze czerwone jabłko ze skórką. Generalnie ciekawy nos, kwaśno-słodki (w tej kolejności, kwasowość odrobinę dominuje nad słodyczą), gładki, dość prosty, z dobrze ukrytym alkoholem i niezłym balansem. Pobudza i każe oczekiwać czegoś dobrego na dalszych etapach degustacji.

W smaku odwrotnie jak w nosie – najpierw słodka, przyjemna, karmelowo-czekoladowa nuta, a w tle kwaśny sok z cytryny. Balans znów niezły, alkohol dobrze ukryty, z drugiej jednak strony czuć, że trochę brak struktury, że jest trochę za bardzo rozwodniona.

SMAK:

Kontynuacja smaku – słodki, z lekką kwasową nutą cytryn na języku. Sporo miodu, karmelu i czekolady. Przyjemny, rozgrzewający, jak na tak młodą whisky całkiem długi i wyrazisty. Gładki, nieskomplikowany, z akcentem jabłek, gruszek i wanilii i (nadal) bardzo dobrze schowaną, a powszechną w młodych whisky, ostrą i nieprzyjemną alkoholową nutą.

FINISZ:

Cóż mogę powiedzieć – jest to naprawdę bardzo dobra pozycja na co dzień. Przyznam się, że, skoro nabyłem całą butelkę, przed degustacją skosztowałem jej ot tak, dla przyjemności obcowania z whisky. I naprawdę się nie zawiodłem. Kwasowość z nosa w smaku i finiszu odchodzi na plan dalszy, rządzą słodkie speysidowe tony. Niezły balans i świetnie ukryta alkoholowość. Próbowałem już whisky droższych, a nawet sporo droższych, które albo bywały bardzo płaskie, nijakie, alkohol przebijał w nich mocno i dominował nad wszystkim innym, pijałem też i takie, które były w dużo większym stopniu wodniste, bez charakteru.

W tej cenie bije na głowę naprawdę prawie wszystkie whisky, a na pewno blendy. Tak mi się nieskromnie wydaje po 14 latach obcowania z „rudą”. Oczywiście każdy ma prawo do własnego zdania, nie przeczę, ale te wszystkie Grant’sy, Ballantine’sy, etc., choć odrobinę tańsze, nawet niech nie stają z Old Mull w szranki. A pod drinki też fajna sprawa, myślę, że znakomicie się sprawdzi. Ja tam lubię na czysto, ale jak kto woli. Jeszcze
raz – w tym budżecie – petarda.

Aromat: 20
 
Smak:    18 

Finisz:    20

Balans:   22

Razem:  80/100 pkt.

Ocena

Po więcej historii i dobrej whisky

Zaglądaj na kukunawa.pl