Degustacja #75 – Ardbeg Heavy Vapours Committee Release 50,2%

Czytaj dalej

Ardbeg Heavy Vapours Committee Release 50,2%

Ostatnimi czasy mam okazję próbować sporo Ardbegów, po które dotychczas nie sięgałem. Po dość dużym przełomie, czyli „przeproszeniu się” z żelazną wersją 10-letnią coraz chętniej sięgam po whisky z tejże gorzelni. I nie żałuję.

Degustacja #75

Co prawda większe wrażenie aniżeli 10-tka zrobiła na mnie 5-latka, mocna, zdecydowana i mega pikantna. Być może dlatego, że nieco więcej się w niej dzieje, niż w 10-tce, cokolwiek by nie mówić dużo bardziej „klasycznej” i stonowanej (to chyba dobre słowo), niż nieokiełznana skądinąd 5-tka. Tym razem, będąc świeżo po degustacji wersji 13-letniej The Harpy’s Tale (o której napiszę osobno) i miejscami kontrowersyjnej BizzareBQ, przysiadłem był do edycji specjalnej, po którą zwykły śmiertelnik tak łatwo sięgnąć nie zdoła. Mowa o Heavy Vapours, ale w wersji dla członków komitetu marki.

Różnica między edycją „dla wszystkich”, a tą „tylko dla wybranych” to przede wszystkim ABV – w wersji podstawowej 46%, w specjalnej – 50,2%. Poza tym tu i tu mamy do czynienia z whisky stworzoną w sposób unikatowy – otóż alembiki pozbawiono oczyszczaczy, dzięki czemu dużo większą swobodę podczas destylacji miały ciężkie, ziemisto-torfowe opary. Czy tak było w istocie? Czy przyszło mi mierzyć się z prawdziwym potworem? Cóż, za chwilę wszystko stanie się jasne…

Ciężki, mocny, bogaty. Bardzo dużo torfu, smoły, papy, dymu, kreozolu. Poza tym sok z cytryny, olej silnikowy, węgiel, wodorosty, wędzonka, sól morska, ostrygi, surowe mięso. Sporo także ziół, pieprzu, suszonych kwiatów, limonki. Druga warstwa to nieco toffi, miodu, ciemnej czekolady, kakao, spalenizny, dębowej taniny. Czuć także leguminę, jagody, borówki, kwaskowe czarne porzeczki, jod, miętę pieprzową i mentol. Wszystko ładnie współgra, wszystko porządnie uwydatnione, wszystko zdecydowane w odbiorze, bez kompromisów

Nos

Od początku pikantno-cytrusowo-torfowy. Bardzo dużo chili, pieprzu, lukrecji, migdałów, kreozolu, dymu, ognia i iskier z ogniska, popiołu, żużlu, ziemi, węgla, smoły, papy, oleju silnikowego. Dalej – nafta, apteka, lizol, wodorosty, sól morska, wędzonka, ostrygi. Oczywiście nie zabrakło po chwili akcentów toffi, miodu, wanilii, nut maślanych, a także jabłek, gruszek, brzoskwiń, jagód, czarnych porzeczek oraz suszonych ziół i dębowej taniny. Bardzo dobra, mocna, porządna struktura

Smak

Konsekwentnie – dużo torfu, dymu, smoły, oleju silnikowego, nafty, ziemi, wędzonki, spalonego boczku, ogólnie – spalenizny, żaru z ogniska, lizolu, apteki. Dopiero po chwili wchodzą cytrusy (ze skórkami), suszone zioła, pieprz, imbir, mentol, cynamon, dąb, toffi, miód i wanilia

Finisz

To tak – najkrócej rzecz ujmując bardzo, ale to bardzo konsekwentna whisky. Od początku do końca bogata, harmonijna, świetnie zbalansowana, z mocną, zdecydowaną strukturą, bez dziur i niedomówień. Nos – dominują tu cytrusowe landrynki i akcenty szpitalne. W smaku nieco więcej toffi, ale w towarzystwie niezwykle mocnej pikantnej otoczki. W finiszu ponownie dość mocno pikantnie, aptecznie.

Podsumowanie

Balns, moc i struktura – na bardzo wysokim poziomie. Cieszą wartości naddane, czyli, oprócz „ciężkich oparów” także akcenty ciemnych leśnych owoców i kwaskowych czarnych porzeczek. Cenę, co oczywiste, przemilczę, bo to temat na inny artykuł, ale sama whisky – cóż, chyba najlepsza do tej pory wersja Ardbeg, jaką miałem okazję spróbować. Wiem, wyszedłem nieco przed szereg, wszak wspominałem, że już próbowałem 13yo The Harpy’s Tale. Ale fakt faktem – Heavy Vapours, przynajmniej na mój gust, jest trochę lepsza. A 13-stka – sporo inna. Ale o tym następną razą.

Aromat: 24 Smak: 23 Finisz: 24 Balans: 23 Razem: 94/100 pkt.

Ocena

Po więcej historii i dobrej whisky