Degustacja #41
Michter’s US-1 Small Batch 41,7%
Wstęp
Z gorzelnią Michter’s, której korzenie sięgają roku 1753, miałem już co nieco do czynienia.
Swego czasu mogłem spróbować, wyśmienitego zresztą, klasycznego „prostego” bourbona z tejże stajni.
Tymczasem nadeszła chwila, by ponownie spotkać się z produktem od Michter’s.
Wybór padł na ciekawą odmianę amerykańskiej whiskey – w wersji „unblended”.
Unblended American Whiskey od Michter’s przywrócił po 3 latach nieobecności na rynku master blender destylarni – Willie Pratt.
Jest to naprawdę nietypowa odmiana „amerykańca”. Otóż w jej przypadku nie trzeba stosować
się do reguł wyznaczających ścieżkę produkcji klasycznego bourbona, czy whiskey żytniej.
Cóż to oznacza? Przede wszystkim – tej whiskey nie trzeba leżakować w świeżym dębie wypalanym od środka.
Dlatego
też „unblended” od Michter’s starzona jest w beczkach ponownego napełnienia nasączonych whisky (przynajmniej większość destylatu tak dojrzewa).
Co dalej? No na ten przykład nie używa się tu neutralnego spirytusu zbożowego, stąd właśnie przydomek „unblended”.
Do tego jeszcze dochodzi dość niski poziom alkoholu – 41,7% ABV (83,4 PROOF), no i, prawdopodobnie,
procesy charakterystyczne dla Michter’s (np. niski poziom alkoholu w czystych destylatach przed zabeczkowaniem – konkretnie 51,5% ABV [103 PROOF], czy cykle cieplne podczas starzenia).
Tak naprawdę jednak niewiele wiadomo
o tej whiskey.
Wiadomo, że proces jej tworzenia różni się od klasycznych „amerykańców”, pozwala się w tym przypadku na większą dowolność.
Czy to lepiej? Cóż, sprawdźmy, oceńmy…
Na początku wyczuwalne cytrusy, mleczna czekolada, wanilia, karmel, miód, toffi, masło z solą, stare, drewniane meble i preparat do ich czyszczenia.
Sięgając głębiej – limonka, banan i ciasto bananowe, gruszka, czerwone
jabłko ze skórką, landrynki, szczypta cynamonu i białego pieprzu.
Generalnie jest słodko-cytrusowo, mocna, intensywna struktura, w której jest dobrze ukryty alkohol.
Po chwili pojawiają się także brzoskwinie, orzechy włoskie, lekko szczypiące goździki, imbir.
Wyczułem też bułeczki maślane z czekoladą i cynamonem, kakao oraz kawę z mlekiem.
Dobrze, porządnie zbudowany nos.
W pierwszej chwili szczypiaco-piekący oraz kwaśno-słodki (na odwrót jak w nosie). Sporo cytryn, limonek, gorzkiego grejpfruta, kwaśnych landrynek, lemoniady.
Dopiero później wkraczają dąb, wanilia, drewno i preparat
do jego czyszczenia, cynamon, gorzka czekolada, gruszka i jabłko. Dominują kwaśno-gorzkie cytrusy, struktura nie jest tragiczna, ale wyraźnie czuć rozwodnienie.
Dość prosty – cytrusy, cytrusowe landrynki, toffi, miód, karmel, wanilia, maślane bułeczki, gruszka, słodkie jabłko.
Nieco za krótko i płasko – szkoda
No i mam mieszane uczucia. Unblended od Michter’s to zdecydowanie nie ten kaliber, co klasyczny bourbon od tego producenta.
Jest prościej, lżej, zdaje się to być taka typowa propozycja dla laików, wielbicieli lekkich
smaków, whiskey idealna do koktajli i na lato z dużą porcją lodu.
Nos jest bardzo dobrze zbudowany, zwiastuje więcej, aniżeli proponują nam kolejne etapy degustacji.
Struktura w nosie porządna, co nie przekłada się na smak i finisz niestety.
Zważcie jednak na to, że
jestem wielbicielem whisky z dużo większym ABV, dlatego Michter’s Unblended nie robi na mnie aż takiego wrażenia.
Z drugiej strony – bourbon od Michter’s także nie miał wysokich mocy, a naprawdę dał radę.
Nie spodziewajcie się jednak ode mnie, że będę tę wersję Michter’s odsądzał od czci i wiary.
Po prostu lubię co innego, lubię, jak więcej się dzieje, jak jest mocniej i bardziej wyraziście.
Unblended nie dorównuje też bourbonowi od Michter’s, to jasne, ale nie jest to też najgorsza whiskey świata.
Unblended, co podkreślę jeszcze raz, sprawdzi się do koktajli.
Da dużo radochy sporadycznym konsumentom
whiskey. Albo tym, którzy dopiero raczkują w tym świecie.
Na lato – jak znalazł. W upał się przecież ciężko spożywa torfy, czy inne wymysły.
Tymczasem – szklaneczkę Michter’s wychylę. Jakiegokolwiek. Bo
tam robią dobrą whiskey. Po prostu.
Aromat: 21
Smak: 18
Finisz: 19
Balans: 19
Razem: 77/100 pkt.