Degustacja #40
Laphroaig 25yo 2020 Release Cask Strenght 49,8%
Wstęp
Od czasu do czasu przychodzi taki dzień, w którym trzeba „zmierzyć się” z potworem.
Ten potwór jest podwójny, i to…w podwójnym sensie. Ale o tym za chwilę.
Po pierwsze ćwierć wieku w beczce.
A w zasadzie beczkach – po bourbonie i sherry Oloroso. Istny potwór w świecie whisky.
Rzecz nietuzinkowa, do której należy podejść z odpowiednią estymą.
Po drugie – sam Laphroaig, znany skądinąd w szerszych kręgach legendarny wręcz torfowy potwór z Islay. Tutaj nie trzeba, myślę, specjalnej rekomendacji.
Tak więc potwór podwójny – bo Laphroaig, a do tego tak wiekowy.
W podwójnym sensie – bo to bottling oficjalny, butelkowany z naturalną mocą beczki, z dwóch rodzajów beczek. Czyli skłamałem – potwór podwójny w…potrójnym sensie.
Ale zwał jak zwał, dość żartów. Ślinka cieknie, to już
nie przedłużam. Pora się zmierzyć i mieć z tego ogromną frajdę. A przynajmniej – mieć ogromną nań nadzieję…
Mocny, zdecydowany, spirytusowy. Potęga ziemi, torfu, nafty, benzyny, kolejowych podkładów. Mało?
To jeszcze smar, cytrusy, karmel, toffi, wędzony boczek, wodorosty, ostrygi, sól morska i kuchenna.
Poza
tym słodkie czerwone jabłka, gruszka, dużo dębu, olej silnikowy, wanilia.
Dalej – nieco gorzkiego grejpfruta, sporo pasty do podłóg, lizol, pieprz, gałka muszkatołowa.
Generalnie – wielowarstwowo, wyraziście, pełno wszystkiego. Początek mocno torfowo-słodki, potem gorzko-wytrawnie.
Oczywiście mnóstwo dymu, popiołu i ogniskowych skier. Potęga, blisko ideału
Lekko szczypiący, wyraziste, kwaśne cytryny, moc torfu, akcentów oleistych, dymu, żaru, ognia i pikantnych chili z cynamonem.
Poza tym ciemna czekolada, włoskie orzechy, sułtanki, sporo dębiny, soli, gruszki, wanilii
i karmelu.
Z czasem łagodnieje, nawet w pewnym momencie, pomimo bardzo dobrej struktury, wydaje się być odrobinę rozwodniona.
Drugi łyk – głębiej, mocniej, wyraziściej, dochodzą wędzone ryby, zioła, apteka
Od początku słodko, karmelowo, poza tym gruszka, jabłko, słodko-kwaśne cytrusy, sporo dymu, torfu, węgla, ale i owocowych landrynów.
Generalnie – dominuje słodycz, później dochodzą akcenty gorzkawe (grejpfrut), kwasowość
nieco schowana
Oczywiście było warto, bez dwóch zdań. Tutaj brak pola do dyskusji. Jest jednak maleńkie ale, o którym pokrótce za chwilę.
Struktura bardzo porządna, nos prawie że zachwyca. Jest bardzo dużo głębi, mnóstwo mniej lub
bardziej uwidocznionych akcentów, bywa słodko, kwaśno, gorzko. Porządnie w porywach do – niemal znakomicie.
I tutaj maleńki problem. Lekkie zachwianie balansu – nie ma idealnej konsekwencji (jak kwaśno – to po całości, tutaj – raz tak, raz siak).
Co jednakowoż nie musi stanowić większego problemu. I byłbym głupcem, gdybym
teraz napisał, że stanowi.
To czego ja się czepiam? Otóż od wiekowej i drogiej whisky, z naturalną mocą beczki, wymagam wiele. Po prostu. Może nawet za dużo.
Moje wnioski na minus? Mało sherry w nosie.
Dla mnie za mało.
Momentami leciuchno chwiejny balans. No i to wrażenie – porządnie, niemal perfekcyjnie – ale jakoś tak… nie wiem. Bez błysku?
Moje czepialstwo. Zrzućcie proszę to na karb tegoż. Whisky generalnie świetna, dużo, naprawdę dużo dobrego można o niej powiedzieć. Napisać. Może za dużo wymagam. A tak – mamy tu wszystko, za co Laphroig się kocha.
Wszystko. No tego sherry w nosie… Ale zostawmy. Potencjał inwestycyjny? Bajka. Spróbować? Rewelacja. Nie żałuję.
Jestem tylko od zbędnego czepiania się. A Wy, moi mili, od rzucania na mnie gromów. Bo kimże, etc.
Jak najbardziej – polecam. Oby każdy miał tę możliwość, której, być może, nie byłem do końca godzien. Kto wie…
Aromat: 23
Smak: 21
Finisz: 22
Balans: 21
Razem: 87/100 pkt.