Degustacja #37 – Bunnahabhain 7yo 2008/2015 Duncan Taylor Dimensions Cask Strenght 53,5%
Wstęp
Duncan Taylor to jeden z najbardziej cenionych niezależnych bottlerów, działający na rynku od 1938 roku.
Odkąd w 2002 roku firmę przejął Euan Shand przedsiębiorstwo stale się rozwija, tworząc także własne
marki, przede wszystkim blenda klasy premium Black Bull, starą markę korzeniami sięgającą II połowy XIX wieku, która pod wodzą obecnych właścicieli rozkwita, a do niedawna jeszcze była niemal całkiem zapomniana.
Ale
nie o Black Bull(u) dzisiaj, a o wdzięcznie nazwanej Bunnahabhain…
Teoretycznie najmniej torfowa whisky z Islay, z drugiej strony…różnie to bywa.
Stosowane są tam 2 typy słodów – prawie nietorfowy oraz mocno torfowy (nazwany Margadale, od rzeki, ze źródeł której gorzelnia ochoczo
korzysta). Ciekawe z którym ze słodów będę miał do czynienia…
W sumie to się jednak domyślam który tu słód zastosowano. Etykietka tej młodej whisky wszystko wyjaśnia.
To „Bunna” z serii Dimensions, 7-letnia
wersja tej whisky butelkowana z naturalną mocą beczki.
Co prawda napisano, że użyto „dębowych beczek”, co mnie irytuje, wszak można by, że świeże albo po bourbonie, komu by to szkodziło…
Ale ale. Informacji tu dostatek i tak.
Wydestylowana w lutym 2008 roku i zabutelkowana w grudniu 2015, powstało zaledwie 319 butelek. Młody, ale rarytas.
Żadnych informacji, że to „heavily peated”, więc…
Faktów jednak uprzedzał nie będę, wszak różnie to w życiu bywa. Ale smaczka mam, nie powiem…
Rześki, lekko spirytusowy.
Na początku wyczuwalne lekki torf, nieco apteki, ostrygi, wodorosty, morska sól oraz cytryna ze skórką, limonka, gruszka, wanilia, karmel i miód.
Dalej przeplatanka – a to owoce
w postaci morwy i banana, a to trochę nafty, a to dąb z przyprawami (cynamon, imbir i chili).
Poza tym akcenty grejpfruta, toffi (wafelki), czekolada i cytrusowe landrynki.
Na koniec fundamenty spojone są świeżą skórą, nutą pasty do butów i pieprzu.
Zaskakująco miękki, gładki, lekki.
Po dłuższej dopiero robi się na moment mocno pikantna, pełna torfu, cytrusów i sporej dawki słodyczy (wanilia, karmel, czekolada mleczna).
Poza tym czuć gruszkę i jabłko
oraz sporą dawkę pieprzu i chili, które jednak nie mają tu absolutnej władzy i nie przeszkadzają, a raczej dopełniają całości.
Porządny, rozgrzewający. Dominują torf, cytrusy, gruszka, karmel z solą, miód i wanilia.
Jest subtelnie, dużo mniej pikantnie, niż na podniebieniu, ale solidnie, z życiem.
Tak jak się spodziewałem – Bunnahabhain w nieco lżejszej wersji, z mniejszą dawką torfu i około-torfowych akcentów.
Są cytrusy, kilka innych owoców, są i elementy „morskie”.
Nos dobrze zbudowany, w smaku
spore uderzenie nut pikantnych, w finiszu wyciszenie. Porządnie, z odpowiednią strukturą. Tak się powinno robić „młodzież”.
A że to „młodzież”, to i chwil kilka o jej „przypadłościach”. Fajerwerków nie będzie, bo whisky ta nie zdążyła się porządnie zestarzeć. A potencjał jest.
Alkohol jest dobrze i miejscami bardzo dobrze ukryty, w smaku
oczywiście pokazuje nieco „pazurków”, ale i tu po chwili łagodnieje.
Finisz mógłby być nieco dłuższy.
Podsumowując – świetny stosunek jakości do ceny.
Kolejny przykład solidnego drama za nieduże
pieniądze.
Na Bunnahabhain zresztą trudno się zawieść, najwyżej nie będzie to mistrzostwo świata, ale i powodów do wstydu też nigdy nie będzie.
Jest prosto, z dobrą podbudową, niezłym balansem.
Troszkę więcej może
„morskich” akcentów zabrakło na dalszych etapach degustacji, ale czepiać się nie mam zamiaru.
Udany wstęp do Islay? Jak najbardziej!
Aromat: 21
Smak: 21
Finisz: 20
Balans: 20
Razem: 82/100 pkt.