Degustacja #33 – Sam Barton 5yo Finest Reserve Canadian Blended 40%
Wstęp
Sama butelka whisky Sam Barton zachęca do jej degustacji. Schludna, klasyczna, z żywymi kolorami na etykietach.
Z drugiej strony prosta, nie przekombinowana, od razu widać, że to nie jest super rare whisky, że to whisky
na co dzień, i tyle.
Kanadyjczycy mieli ponoć jakieś 200 gorzelni w XIX wieku. Ciekawe. Co więcej, do niedawna wszystkie produkowane tam whisky były blendami.
Glenora ze swą Glen Breton Single Malt obala
powoli ten mit, i dobrze. Ale o tym przy innej okazji.
Wróćmy do Sam Barton. Oczywiście whisky blendowana z 4 zbóż, przede wszystkim z żyta, które najlepiej rokuje w klimacie Kanady.
Starzona 5 lat, czego producent nie ukrywa, co już na mały plus.
Ja tam nie
lubię ściemniania – zrobiliśmy tanią whisky, ma tyle i tyle, ciesz się jak chcesz, do niczego Cię ona nie zobowiązuje. Przynajmniej szczerze.
O użytych beczkach wiemy niewiele, prawdopodobnie po bourbonie. Z jakiej
gorzelni Sam Barton pochodzi? Nie wiemy.
Wiadomo, że znajdziemy ją w dossier La Martiniquaise. Koncern, który jest właścicielem m. in. Cutty Sark i Glen Moray. Chyba źle nie będzie?
Na koniec wstępu jedna mała uwaga.
Dlaczego uważa się kanadyjskie whisky za „najlżejsze”, skoro żyto jest w nich kluczowym zbożem?
Wszak wiadomo, że żyto łagodnych nut raczej z sobą nie niesie…
Ale to tak na marginesie.
Na początku orzeźwiające cytrusy, kwaśno-gorzko-słodki grejpfrut oraz słodkie karmel, gruszka, wanilia.
Nieco alkoholowo.
Za chwilę pojawiają się landrynki, słodkie czerwone jabłka, odrobina prażonych
orzechów, słonego karmelu i pieprzu Cayenne w tle.
Czyli tak – dość słodko, cytrusowo (limonki, cytryny) i lekko alkoholowo.
Z każdą upływającą chwilą coraz słodziej, łokciami zaczyna przepychać się czekolada.
Prosto i nie najgorzej
Nieco płasko, z dziurami w strukturze, mocno słodko i alkoholowo na początek.
Mamy karmel, czekoladę, wanilię, dopiero po dłuższej chwili pojawiają się kwaskowe cytrusy.
Wyczuwalne akcenty gruszki, jabłka,
kakao w proszku, cynamonu i pieprzu. Bez tragedii
Gładki, słodki, krótki, przyjemny.
Wanilia, karmel, czekolada, cytrusy, gruszka – to na pierwszym planie.
Dalej cynamon, karmel z solą oraz, nieco zaskakujące – kakao, przyprawa do piernika i kawa.
Sprytnie.
Jak zwykle w przypadku budżetówek – są plusy i minusy.
Na plus – podany wiek na etykiecie, adekwatna cena, nietypowe nuty w finiszu.
Na minus – dość płasko w smaku, nieco za słodko miejscami, nierówno pod
względem stopnia wyczuwania akcentu alkoholowego.
Nieco inna, niż szkockie „taniochy”, słodsza na pewno. Pasować będzie do drinków, to pewne, dla mnie najlepsza na kostki lodu.
Samą też można.
O życie specjalnie nie piszę – po prostu nie jestem fanem.
Z drugiej strony – żytnia „natura” tej whisky nie przeszkadza.
Naprawdę, nie najgorzej, zdecydowanie pijalna, także saute.
Aromat: 18
Smak: 16
Finisz: 17
Balans: 19
Razem: 70/100 pkt.