Degustacja#2 – Loch Lomond Single Grain NAS 40%
Wstęp
Dzięki temu Loch Lomond może produkować różne typy whisky – słodową, zbożową i mieszaną, a przy tym korzystać tylko i wyłącznie z własnych destylatów.
Jest jeszcze jedna, równie ważna, jak nie ważniejsza rzecz – otóż w Loch Lomond znajdziemy, oprócz klasycznych alembików (Pot Still), także aparaty typu Coffey, Patent (Continous) i unikatowe Lomond Still. Fakt, iż we wnętrzu jednego zakładu znajdziemy destylatory różnego typu i o różnych kształtach i wielkościach, to unikat, i to na światową skalę.
Loch Lomond należy do najciekawszych szkockich gorzelni. Produkcję rozpoczęła stosunkowo niedawno, bo w nie tak odległym 1965 roku. To, co ją wyróżnia na tle konkurencji to to, że jest to jedna z niewielu destylarni, które nie znajdują się w portfolio żadnego z wielkich alkoholowych gigantów.
Poza tym w rękach Loch Lomond Group znajduje się gorzelnia Glen Scotia oraz tereny i aktywa nieistniejącej Littlemill Distillery. Dodam jeszcze, że grupa nie zamyka się tylko na szkocką whisky z regionów Highland, Lowland i Campbeltown. W ich portfolio znaleźć możemy także inne alkohole, w tym np. wódkę Glen’s.
Osobliwość ta pozwala konsumentom na poznanie większej ilości whisky różnego typu i o różnej proweniencji, a co za tym idzie poszerzać swoje horyzonty oraz odkrywać przeróżne twarze destylatów pochodzących wszakże z jednej i tej samej gorzelni.
Obecnie Loch Lomond należy do Loch Lomond Distillers, spółki zależnej Loch Lomond Group. Zarówno jedni, jak i drudzy mają wspólne, rozbudowane dossier, w skład którego wchodzą whisky słodowe nietorfowe i torfowe (m. in. flagowy Loch Lomond, a także Inchmurrin, Croftengea, Old Rhosdhu, czy Inchfad), zbożowe (Loch Lomond), czy mieszane (High Commissioner, Clansman, Loch Lomond).
Dawno temu (więc nieprawda) piłem jakiegoś podstawowego Loch Lomonda z bardzo starego core range. Tyle zapamiętałem, że mnie nie zachwycił. Zresztą, nie zachwycił to mocno stonowane stwierdzenie, ale co było, a nie jest… itd.
Zresztą z tej „stajni” próbowałem tylko właśnie tę powyżej wspomnianą oraz torfową Croftengea w niezależnym bottlingu (świetna!), stąd całkiem nie zrażony zasiadłem byłem do Loch Lomond w zbożowej wersji NAS. A poniżej moje spostrzeżenia.
Jak na tak podstawową wersję whisky naprawdę mocno zróżnicowany. Oczywiście w tak młodym destylacie znajdziemy trochę alkoholowej szorstkości, jednakowoż nie jest ona wyraźnie dominująca. A bukiet aromatyczny mamy tu całkiem zacny – obok świeżych nut soczystej gruszki, pieczonego jabłka i obowiązkowej wanilii znaleźć tu można także słodkie tony białej czekolady, mlecznych cukierków, toffi, landrynków, jakichś słodkich kwiatów, wydaje mi się, że konwalii i fiołków na pewno.
Poza tym czuć w tle akcent skórzany, takiej świeżej skóry z nowej kanapy. Co jeszcze? Trochę pikanterii białego pieprzu, cynamonu i kardamonu. Wszystko ładnie współgra i nadaje na odpowiednich falach, gładkich i dobrze zharmonizowanych.
W smaku Loch Lomond Single Grain jest troszkę mniej ciekawy. Oczywiście wracają akcenty z nosa – biała czekolada, toffi, gruszka, wanilia i biały pieprz. Dodatkowo, obok wyraziście zaznaczonej słodko-słodowej nuty pojawia się nowy składnik w postaci uwypuklonej kwasowości dopiero co wyciśniętej, świeżutkiej cytryny. Do tego odrobina gorzko-kwaskowego grejpfruta oraz skórki cytrusów. Balans ciut mniejszy, aniżeli w nosie, ale nadal wszystko ładnie się zazębia.
Przyznam szczerze, że finisz nie najgorszy, taki „burbonowy”, sporo słodyczy, dużo wanilii, białej czekolady, białego pieprzu, a w tle, na sam koniec, zanikające powoli cytrusy. Długość średnia oczywiście, ale jak na whisky w tym budżecie nie zatrważająco krótka.
No i spróbowałem, przekonałem się, nie żałuję. Bardzo solidna pozycja, z doskonałym stosunkiem jakości do ceny. Biorąc pod uwagę klasę, rodzaj i przedział cenowy Loch Lomond Single Grain ma naprawdę porządną strukturę, z języka nie ucieka, redukcja procentów tylko do 46% ABV (a nie jak to najczęściej bywa – do 40% ABV) nie powoduje, że ta whisky jest rozmyta, wręcz przeciwnie. Balans między słodyczą a kwasowością cytrusowego soku w smaku i finiszu intryguje, w smaku jest na granicy przeszkadza-nie przeszkadza, w finiszu trochę się uspokaja i już lepiej harmonizuje.
Generalnie jakościowo może nie petarda, ale jako młoda grain whisky zdobywa moje uznanie i szacunek. Myślę, że znakomicie sprawdzi się w drinkach, na domowych imprezach, poradzi sobie także bez mieszania z czymkolwiek jako taki niedrogi daily dram. Fajerwerków w tym budżecie nie będzie, ale co z tego, w tym wypadku zupełnie nie o to chodzi. Poza tym ta pozycja (nie wspominając o Croftengea, o której już tutaj pisałem) utwierdziła mnie w przekonaniu, że warto sięgać po produkty z tej gorzelni. I kilka z nich mam już nawet na oku…
Aromat: 20
Smak: 15
Finisz: 15
Balans: 20
Razem: 70/100 pkt.