Degustacja #22 – Craigellachie 8yo 2008 Jurancon Cask Finish The Coopers Choice Single Cask Cask Strenght 56% ABV (1 z 345 butelek)
Wstęp
Szczerze przyznaję, że zawsze z pewną estymą, może nawet w pewnym stopniu (zachowując oczywiście właściwe proporcje) nabożnością podchodzą do niezależnych bottlingów.
Owszem, oficjalne bottlingi trzeba znać,
nie przeczę, wydaje mi się jednak, że jeśli już się spróbowało większości podstawek, nauczyło kubki smakowe obcowania z czymś niekoniecznie starszym, ale mniej znanym, troche innym aniżeli większość, bardziej koneserskim, inaczej
zrobionym, rzadszym, a przede wszystkim mocniejszym, warto skierować swe zapatrywania właśnie w stronę “wydań nieoficjalnych”.
Z Vintage Malt Whisky (“wydawca” serii The Coopers Choice) miałem już kilkukrotnie do czynienia i powiem szczerze, że nigdy specjalnie się nie zawiodłem.
Ba, powiem więcej, najczęściej były to naprawdę znaczące przygody.
Toteż proszę się nie dziwić, iż sięgając po młodą Craigellachie oczekiwałem czegoś zgoła ekscytującego, nietuzinkowego.
Sama gorzelnia nie należy do tych najbardziej popularnych, przez dziesięciolecia produkowano
w niej destylaty tylko i wyłącznie z przeznaczeniem na blendy, oficjalne portfolio gorzelni pojawiło się dopiero w 2014 roku.
Tym ciekawsza mi się więc wydała ta konkretna whisky.
Tym bardziej, że, przynajmniej w ząłożeniu, stanowi ona crème de la crème świata whisky
Nie barwiona, nie filtrowana, butelkowana z naturalną mocą beczki,
stanowi jeden destylat, wyszło zaledwie 345 butelek.
A i jeszcze last but not least, czyli bardzo, bardzo rzadki finisz po żółtym winie z francuskiej Jury.
Czegóż chcieć więcej?
Przede wszystkim jest bardzo, ale to bardzo świeżo, słodko-kwaśno i intensywnie.
Na pierwszym planie wanilia oraz moc owoców – gruszka, jabłko, mocno kwaśna cytryna, kokos, ananas, morwa i brzoskwinia.
Dalej zaobserwowałem akcenty landrynkowe, ciekawą nutę soku z truskawek, do tego sporo przypraw i korzeni (cynamon, kardamon, gałka muszkatołowa, pieprz i orzeźwiająca mięta pieprzowa).
Na koniec jeszcze kolejna interesująca
nuta – nuta chleba. Generalnie – bardzo świeżo, słodko, lekko kwaśno, alkohol wyczuwalny, ale nie przeszkadza
Smak nieco kontrowersyjny, nos go na pewno nie zwiastował.
Po wstępnych nutach toffi i mlecznej czekolady wchodzą naprawdę kwaśne cytrusy, które powodują, że podniebienie momentalnie się wysusza, a język prawie kołkiem
staje.
Czy to zarzut? Na dwoje babka wróżyła, jednemu będzie pasował, drugiemu zdecydowanie nie.
Tak czy siak jest mocno, zdecydowanie, bezkompromisowo, a wspomniane super kwaśne cytrusy, na szczęście, po chwili łagodnieją
pod wpływem posypki ze słodko-pikantnych akcentów – wanilii, pieprzu i chili.
Kontynuujemy wrażenia z podniebienia, może w nieco łagodniejszej skali.
Jest pikantno-cytrusowo na sam początek, po chwili dopiero finisz „rozwarstwia się” na pojedyncze elementy – a to landrynki, a to sok z kwaśnych
cytryn, no i oczywiście sporo fundamentu, czy tam zaprawy, czyli przypraw i korzeni – znowuż mięta pieprzowa, wanilia, pieprz, cynamon i goździki
Och i ach nie będzie, lamentu też nie. Żeby tak wszystkie oficjalne bottlingi były skonstruowane, to bym piał z zachwytu…
To oceńmy – struktura niezła, ciutkę łamliwa, ale w akceptowalnych rejestrach. Jak na tę moc
alkohol ukryty nieźle, można mieć zastrzeżenie jedynie do momentu odkrywania tej whisky na podniebieniu – tutaj będzie sporo alkoholu, który ścina, pali i może spowodować zadyszkę u niewprawnego whisko-pija.
Finisz mógłby być dłuższy, a i owszem, ale z tyłu głowy mam, że degustowałem właśnie zaledwie 8-letni destylat, toteż specjalnie czepiać się nie zamierzam.
Co dalej? Ten finisz po jurajskim winie? No czuć, nie powiem.
Co prawda nie wspomniałem wyżej, ale faktycznie wyczuwalne są takie lekko dziwaczne akcenty owocowo-kwiatowe, z tym, że, jak by to nazwać, odrobinę nadgniłe.
Zresztą nie ma co się obruszać na tenże akcent
– to jest akurat wielki atut tej whisky, no bo znajdź człowieku whisky, którą długo będziesz pamiętał, a nie będzie ona kosztowała milionów monet?
Także whisky jak najbardziej nietuzinkowa, do zapamiętania, sporo powyżej przeciętnej jeśli chodzi o jakość i efekt.
Można by pokręcić nieco nosem na nieco chwiejny momentami balans, słodkie tutaj miejscami walczy
(i przegrywa) z kwaśnym, ale wierzcie mi, to aż tak bardzo nie przeszkadza jakby można było sądzić na pierwszy rzut oka na tenże tekst.
Podsumowując – w nosie sporo przypraw i owoce „narzucające się” garściami, smak
nieokiełznany, mocno pikantny, ostry i „nietorfowo bestialski”, finisz spokojniejszy, słodszy, troszkę krótki, ale wyraźnie zaznaczony i z dobrą, solidną podstawą. Będą z tego ludzie.
Aromat: 22
Smak: 19
Finisz: 20
Balans: 20
Razem: 81/100 pkt.