Degustacja #20 – The Ileach Cask Strenght 58%
Wstęp
Nie ukrywam, że jestem z tych, którym, co dość chyba nietypowe, ciężko jest przysiąść do torfowej whisky, bo jakoś naturalnie same wybierają mi się destylaty torfu pozbawione. Za to jak już przysiądę… Po prostu “lubię to”.
Nie ukrywam też, że z wielką przyjemnością przysiadłem więc był do torfowego potwora, jakim bez wątpienia jest ten konkretny Ileach (The Ileach).
Ileach w wolnym tłumaczeniu oznacza rdzennego mieszkańca Islay.
I szczerze powiedziawszy nie muszę wcale a to wcale odwiedzać Islay, by, po degustacji którejś z tamtejszych whisky dobrze wiedzieć, czym Islay pachnie,
czym zdumiewa, jakimi skarbami zachwyca i jakich ludzi wychowuje.
O samej Ileach wiemy niewiele...
To bastard z Islay, z którejś z tamtejszych gorzelni. Wiek destylatów to około 6-7 lat, no I oczywiście
naturalna moc beczki, czyli to, co tygryski… etc.
Murray dał jej swego czasu 97 punktów na 100 możliwych, czyli oczekiwania mam duże, a ślinka cieknie, nie powiem…
Jest moc, od samego początku! Sporo czekolady, świeże ziarna kakaowca, gruszka, popiół i torf.
Oh yeah! Zaskakująco mało alkoholowo, dużo ciepła. Dalej landrynki, sporo toffi, cynamon, gałka muszkatołowa i pieprz cayenne.
Kolejna warstwa cytrusowa, skórka pomarańczy, a poza tym jabłko, słodka oranżada, dużo dębiny i wędzonki. Jest naprawdę bardzo dobrze.
Na podniebieniu moc wkracza do gry i robi swoje.
Bardzo duża dawka alkoholu, mnóstwo pikantnych nut, całe połacie pieprzu i chili, wielkie pokłady torfu przygniecionego mleczną i gorzką czekoladą, do tego spora szczypta
cynamonu i dębu.
Generalnie przepastna, wytrawna, ściągająca, acz mniej skomplikowana, aniżeli można było spodziewać się po nosie
Oczywiście mocny, zdecydowany, nie biorący jeńców. Ponownie, jak na podniebieniu, dominują nuty pikantne, czekoladowo-torfowe, ze sporym udziałem łagodzącej gruszki.
Potem do głosu dochodzą uzupełniające całość akcenty
maślane poparte charakterystyczną, długo utrzymującą się ekspresją dymu i wędzonki.
Jest długo, solidnie, morsko-głębinowo, porządnie.
Dość skomplikowana na nosie, w smaku wybujała i zdecydowanie energetyczna, w finiszu solidna.
Nie uchroniła się przed wszystkimi grzechami młodych destylatów, niekiedy balans się zrywa, alkohol za bardzo dominuje (podniebienie),
finisz porywa, acz nie na tak długo jak by mógł.
Nuty wytrawno-wędzone to atut największy tej whisky, poza tym moc powoduje ciarki. Bywa agresywnie, bywa i ciepło, raz zaskakuje głębią, a potem wali prosto w twarz.
Podsumowując – z Murrayem się nie zgodzę, tak dużo punktów nie dam, z drugiej strony na pewno do tej whisky jeszcze wrócę.
Stosunek jakość-cena znakomity, to raz. Poziom, jak na młodą whisky, również. Co więcej, ten
młody wiek wcale tu nie przeszkadza.
Jest naprawdę dobrze. A chce się więcej.
Bo w tym wypadku niedaleka to droga…
Aromat: 22
Smak: 20
Finisz: 20
Balans: 21
Razem: 83/100 pkt.