Degustacja #17 – Yushan Blended Malt 40% ABV Wstęp
Parę Kavalanów w swoim życiu już spróbowałem. Miałem również przyjemność skosztować nieco wersji Solist Vinho, nagrodzonej całkiem niedawno tytułem whisky roku. Oczywiście nie ten batch, co wygrał, ale… To była jedna z najlepszych whisky wśród tych, które
już degustowałem. Ale ja tu o Kavalanie, tymczasem Yushan.
Po Yushan sięgnąłem zachęcony jakością Kavalana. Trzeba to sobie dobitnie uzmysłowić, tak po prostu było. Wszak o Yushan informacji
krąży niewiele, wiadomo, że produkuje (czy jeszcze?) ją należąca do TTL (Taiwan Tobacco and Liquor Corporation), schowana wśród 41 gór hrabstwa Nantouhsien i krystalicznie czystych stawów i jezior (ze słynnym jeziorem Sun-Moon
na czele) gorzelnia Nantou.
Choć powstała w 1978 roku, przez wiele lat zajmowała się wytwarzaniem win, brandy, czy rumu. Wszelka aparatura potrzebna do produkcji whisky przybyła tu dopiero w 2009 roku, pierwszą zaś whisky stworzono tu w 2013 roku. Jednakowoż whisky sygnowana destylarnią
Nantou po raz pierwszy pojawiła się na rynku w 2008 roku, a było to możliwe dzięki współpracy z pobliskim browarem.
Jest jedna rzecz, która odrobinę zastanawia. O gorzelni Nantou przeczytać
można co nieco na oficjalnej stronie wytwarzanego przez nią single malta Omar. O Yushan ani słowa.
Ciekawe czemu, tym bardziej, że nie ma żadnych informacji odnośnie tego, że zaprzestano jego produkcji.
No ale, w świecie whisky nie takie kwiatki można znaleźć. Paplaniny i wysokich lotów marketingowego bełkotu zawsze za mało, konkretów za to. W szczególności jeśli mamy do czynienia z azjatyckimi trunkami…
Abstrahując.
Zawsze warto spróbować czegoś nieszablonowego, toteż nie miałem oporów, by sięgnąć po Yushan, whisky, która swą nazwę zaczerpnęła od najwyższej góry na Tajwanie – Yu Shan (Góry Jadeitowej – 3952 m.n.p.m.).
Zresztą
azjatyckie whisky są zawsze ciekawe, niezależnie czy faktycznie świetne, czy nawet byle jakie. Czuć ten element orientu, którego próżno szukać w europejskich bottlingach. Dość gadania po próżnicy.
Świeży, bardzo rześki, mocno spirytusowy (w pozytywnym sensie), młody. Na początek sporo wanilii, karmelu, toffi, białej mlecznej czekolady, słodkich, lekko duszących kwiatów, syropu klonowego, cytrusów (mandarynka, yuzu, limonka).
Dalej kwaskowate jabłko ze skórką, morwa, morela, nektarynka. Sporo się dzieje. Głębiej sklep ze słodyczami, landrynki, mleczne cukierki, wreszcie wchodzi odrobina dębu, białego pieprzu, cynamonu, mięty i soli morskiej.
I jeszcze więcej owoców – ananasy, białe winogrona, mango, kokos, figa kaktusowa, papaja, banan, arbuz, melon.
Generalnie nos bardzo intensywny, potężnie owocowy, żywy, początkowo słodko-alkoholowy, następnie na plan
pierwszy przesuwają się akcenty cytrusowe z nutką soli, wreszcie cały stos tropikalnych owoców.
Po chwili pojawiają się elementy lakieru do paznokci i płynu do mebli, potem ponownie spotkamy jabłka wspólnie z gruszkami
i bananami.
Wreszcie następuje „chwila oddechu”, jest niemal wodniście, leciutko, acz cały czas strukturalnie.
Znakomicie zbudowany nos.
Jest dużo lżej, niż w nosie. Trochę spirytusowo (spirytus do odkażania), wodniście, świeżo.
Sporo kwaskowatych cytrusów (grejpfruty), masa tropikalnych owoców, sporo wanilii, karmelu, nieco pieprzu, szczypta soli. Lekki
kaliber.
Ponownie lekko, spirytusowo, dużo gruszki, wanilii, toffi, słodkich łakoci – pralinki, mleczna czekolada.
Rozwodnienie dużo mniejsze, aniżeli w smaku. Dalej czuć letnie, rześkie, aromatyczne, soczyste owoce.
Na koniec wszystko „trącone” akcentem solanki. Jest bardzo przyjemnie, średnio długo
Nos jest świetnie skomponowany, strukturalny, wielowarstwowy. Z początku bardzo słodki, potem cytrusowo-owocowy, egzotyczny, następna warstwa znów słodka (kwiaty, czekolada), na koniec intrygująca słona nuta.
Do smaku
można się o tyle przyczepić, że nieco brak mu struktury, przy tak znakomitym nosie troszeczkę odstaje. Lepiej na szczęście jest w finiszu, choć i tu odrobinę brakuje „prądu”. Zresztą sam finisz naprawdę niegłupi, bardzo orzeźwiający,
akceptowalnie długi, taki letni.
Generalnie Yushan w wersji blended malt to bardzo porządna whisky, wydająca się idealną na letni piknik.
Mimo tak niskiej mocy (zaledwie 40% ABV) Nantou nie robi w konia – niezły balans, alkoholowość akceptowalna,
akcent solny na każdym etapie degustacji, wielki kosz owoców i słodkich elementów.
Jednym zdaniem - całkiem niezły kawał whisky!
Aromat: 22
Smak: 20
Finisz: 21
Balans: 22
Razem: 85/100 pkt.