Odkąd pamiętam byłem wielkim fanem wódki Baczewski. Jest to niewątpliwie jeden z najciekawszych polskich producentów, który, choć stricte rodzinny, stał się swego czasu wielce mainstreamowy, co jednakowoż nie przeszkodziło firmie
w żaden sposób.
Co więcej, w Dwudziestoleciu Międzywojennym wódki i likiery spod egidy rodziny Baczewskich sprzedawały się jak ciepłe bułeczki, a fabryka umiejscowiona tuż pod Lwowem osiągała coraz to większe sukcesy, nie
tylko zresztą w Polsce. Gwarantem sukcesu, który trwa po dziś dzień jest przede wszystkim znakomita jakość trunków produkowanych przez Baczewskich.
Degustacja#11
– J.A.Baczewski blended whisky 43% ABV
Wstęp
Już w cztery lata po opatentowaniu zainstalowano w pod-lwowskiej fabryce słynny aparat Coffey’a służący do destylacji, poza tym Baczewscy dbali bardzo o własne, autorskie, i, co znaczące, do perfekcji niemalże dopracowane receptury
tworzonych przezeń trunków. Firmy nie złamała, na wielkie szczęście, ani II Wojna Światowa, ani okupanci, już w latach 50-tych spadkobiercy familii wznowili produkcję znakomitych alkoholi na podstawie zachowanych receptur.
Do
dziś odbywa się to w jednej z utworzonych przed wojną filii firmy – w austriackim Wiedniu. Do wódek i likierów w 2017 roku dołączyła ponownie także autorska wariacja Baczewskich na temat whisky.
I teraz kilka słów
prawdy.
Do whisky Baczewski podchodziłem wielokrotnie i jakoś cały czas się z nią mijałem. Parę lat już degustuję whisky i przyznam, że nie spodziewałem się niczego wielkiego po tym produkcie. Ot, pięknie opakowany (bo naprawdę tak jest) polski
trunek wytwarzany w Austrii, którym możemy się chwalić, biorąc jednak poprawkę na to, iż Baczewski to przede wszystkim wódki i likiery, Lwów i posiadające unikalną atmosferę restauracje z logo tejże firmy.
No i w końcu przyszedł
ten dzień, wybrałem się na zakupy spożywcze do jednego z marketów z insektem w szyldzie, no i nabyłem. No i spróbowałem. Czy warto? O tym poniżej.
Początkowo słodki, nieco alkoholowy, młody, ale dość subtelny. Wyczułem wanilię, banany, gruszkę, jabłko i słodkie landrynki. Sporo tu też cytrusów, przede wszystkim limonek i cytryn ze skórką. Dalsze poszukiwania uwzględniły nuty
ananasa i morwy, a także odrobinę białej czekolady. Generalnie jest prosto, lekko, świeżo, raczej mało intensywnie, trochę alkoholowo, co nie przeszkadza na szczęście za bardzo.
Smak jest wyraźnie słabszy jakościowo od nosa. Mamy tu do czynienia z kontynuacją nut z nosa, dominują przede wszystkim słodko-cytrusowe akcenty i wszechobecna w whisky wanilia. Da się wyczuć także świeże, jasne owoce, a im dalej w
las, tym bardziej pieprznie i alkoholowo. Niestety, jest dość płasko, brakuje struktury, pieprzność i alkoholowość w połączeniu z wyraźną wodnistością sprawiają, że smak jest dość płaski i do szybkiego zapomnienia.
W finiszu nadal alkoholowo, ale znów subtelniej, jak w nosie. Znów dostrzec można nuty wanilii, cytrusów i jasnych owoców. Nie uderza, ale i nie odstręcza, rozgrzewa. Słodko-cytrusowo, dość krótko.
Nie powiem, że się tego nie spodziewałem. Może dlatego ją tak długo omijałem i nie było nam po drodze. Trochę już whisky w tym przedziale cenowym skosztowałem, więc nie chciałem sobie psuć opinii o Baczewskich jako takich. No i w sumie… Sam nie wiem. Albo inaczej – to nie jest najgorsza whisky. W tak niskim przedziale cenowym nie spodziewajmy się cudów. Whisky ta jest na pewno pijalna, i to niekoniecznie tylko w drinku.
Co więcej, można się tym produktem wręcz chwalić przed obcokrajowcami – patrzcie, my też mamy swoją whisky, z niesamowitą historią, polską, choć produkowaną w Austrii. Z drugiej strony pozostańmy jednak obiektywni – to nie jest whisky, która zasługuje na jakąś szczególną naszą estymę, czy nagradzanie medalami na jakichś tam mniej lub bardziej szanowanych w branży targach lub konkursach. Jest jak jest, być może będzie lepiej.
Ja firmie Baczewski nadal będę kibicował, a nie wykluczone, że na jakąś imprezę zakupię jeszcze ich whisky. Jedna z wielu powiecie? I tak, i nie. Co nie zmienia faktu, iż wódki i likiery to nadal dużo lepsze jakościowo produkty. I
na koniec – widziałem oceny tej whisky oscylujące w granicach 85/100 pkt. Czytałem czego to różni degustatorzy w niej nie wyczuli. No świetnie. Ja nie byłem może w stanie. Myślę, że moja ocena jest adekwatna, niekoniecznie taka,
by z automatu ją krytykować. Jest moja i, podkreślam, nie ma ona na celu stać się kamyczkiem wrzuconym do ogródka. Starałem się spojrzeć jak najbardziej obiektywnie, wyszło jak wyszło.
Ostatecznie – w tym budżecie piłem
lepsze i gorsze. Sporo lepszych i gorszych. Wracając do wątku pt.: „sentyment” – może dla niektórych jedna z wielu, ale niekoniecznie do zapomnienia. Przynajmniej tak mi się wydaje.
Aromat: 15
Smak: 10
Finisz: 12
Balans: 15
Razem: 52/100 pkt.