Degustacja #14 – anCnoc Blas 54% ABV
Wstęp
Z gorzelnią Knockdhu dotychczas miałem do czynienia tylko w przypadku wersji 12-letniej z podstawowego portfolio zakładu. Nie powiem, żeby mnie jakoś szczególnie zachwyciła, z drugiej strony nie odstręczyła też mnie od próbowania innych
whisky z tej destylarni. Odkąd gorzelnia znajduje się w rękach Inver House (a w zasadzie Thai Bev) ogromna większość destylatów przeznaczana jest na blended whisky. Przy mocy produkcyjnej wynoszącej 2 miliony litrów destylatu rocznie
wychodzi, że jakieś 100-200 tysięcy litrów idzie na single malty. To niewiele. Chociaż…
Profil na przykład 12-stki, której swego czasu próbowałem wydawał się być bardzo delikatny, gładki, owocowy. Tak prosta whisky do popijania
na ganku w amerykańskie późne letnie popołudnie.
Nie bez kozery użyłem tutaj przykładu „amerykańskiego letniego popołudnia”, wszak Amerykanie uwielbiają wszystko, co delikatne w whisky. Znać, że pomysł trafił na odpowiedni grunt. Ale ale.
Tym razem do czynienia miałem z czymś
wydającym się, przynajmniej na pierwszy rzut oka, dużo ciekawszym, aniżeli podstawowa wersja z oznaczeniem wieku.
Co prawda Blas nie ma oznaczenia wieku, jednakowoż „siedzą” tam destylaty od 8 do 12 lat, więc nie jest najgorzej.
Nie filtrowana, nie barwiona, no i to, co tygryski lubią najbardziej, czyli z naturalną mocą beczki. Że limitowana to mało jakoś mnie interesuje, bardziej do mnie przemawia, że użyto tu beczek po Bourbonie i sherry. Spodziewam
się, że będzie nieźle.
Dość mocny (spirytus wyczuwalny), słodko-cytrusowy, sporo mlecznej czekolady, miodu, toffi, cytrusów (limonka i gorzki grejpfrut), do tego standardowe gruszki i czerwone soczyste jabłka, słodka wanilia. Dalej szczypta pieprzu, cynamon, mleczne cukierki, krówki i orzechy laskowe w karmelu. Jak mówiłem wyżej, źle nie jest.
Słodko-kwaśny, choć z każdą kolejną sekundą kwasowość rośnie w siłę. Słodkie nuty z nosa przechodzą w kwaśne cytrusy, świeżo wyciskany sok z cytryn, w pewnym momencie kwaśność jest na wybitnie dużym poziomie, na granicy bycia…nieznośnym.
Znów wracamy do słodszych tonów. Dominanty to czekoladowe pralinki, miód, słodkie płatki zbożowe polane karmelem, mleczne cukierki, dopiero potem trochę cytrusów. Generalnie całkiem długi, strukturalny, może nieskomplikowany, ale mało
alkoholowy, co przy tej mocy jest solidnym osiągnięciem
Mamy trochę miszmasz w przypadku tej whisky. W nosie dominują akcenty słodkie, całkiem nieźle się dzieje, alkohol wyczuwalny, ale nie najgorzej ukryty. Smak zaskakuje, wedle gustu, wyraźnie na plus lub minus – w moim przypadku jednak minus. Zdecydowanie kwaśno, miałem wrażenie, że podniebienie pełne mam jakiś szokowo kwaśnych cukierków, landrynków? Nie wiem.
W finiszu znów wracamy do słodkich, uspakajających tonów, jest dość długo, wyraźnie, z dobrą strukturą i balansem. Alkohol dobrze ukryty.
Podsumowując – miejscami kontrowersyjna ciekawostka, whisky mająca potencjał na coś naprawdę
ponad przeciętność, z drugiej strony zachwiany balans w smaku psuje ogólny obraz. Jest i dobrze, i źle. Tak bym to ujął.
Będę w Knockdhu krążył dalej, Blas (z gaelickiego „Smak”) faktycznie jest clue do zrozumienia (bądź
nie) tejże whisky. Mam mieszane uczucia.
Aromat: 21
Smak: 12
Finisz: 21
Balans: 17
Razem: 71/100 pkt.